DWIE Z NAJBARDZIEJ ZNANYCH MASECZEK KALLOS. JAK SIĘ U MNIE SPRAWDZIŁY I CZY WARTO JE KUPIĆ?

5.11.15 SZKIC KOBIECOŚCI 0 Comments


Dzisiaj postanowiłam troszkę napisać o maskach Kallos, które są coraz bardziej znane i lubiane ze względu na cene :) Na pewno kiedyś słyszałyście, albo widziałyście u fryzjera tą markę. :) Fryzjerzy dość często mają w zanadrzu Kallos'a jednak w białym pudełku z błękitną etykietą :) Jeśli nie, to zaraz je zobaczycie i będziecie mogły poznać. Ok. 10 zł za wielkie 1000 ml opakowanie to naprawdę bardzo niska cena, ale właśnie... Czy rzeczywiście dwie z najbardziej znanych (do świętej trójcy należy także wersja miodowa) są warte zakupu? Komu się mogą spodobać i jak się u mnie sprawdziły? O tym wszystkim będziecie mogły poczytać w dzisiejszym poście.
Już w jednym z postów o pielęgnacji włosów pisałam Wam w bananowym Kallosie (klik) , który naprawdę mi się spodobał, a moje włosy bardzo go polubiły. Jednak tak jak we wszystkim, monotonia szkodzi. Tak samo jest z włosami i przy stosowaniu zbyt długo jednego produktu, po prostu przestaje być on skuteczny. Wtedy skusiłam się na Kallos Blueberry i Kallos Keratin. Dwie całkiem inne maski. Łączy je tylko firma i cena.



O tym jak dobrać maskę do potrzeb naszych włosów powstanie osobny post. Niestety często zdarza nam się wyrzucić pieniądze w błoto, kupując produkt, który zupełnie nie jest nam potrzebny i nie wynika to z rozrzutności a braku świadomości, na co zwracać uwagę. 

Kallos Blueberry jest maską emolientową. Jej głównym zadaniem jest silne wygładzenie, nawilżenie i sprawienie, że nasze włosy staną się miękkie i miłe w dotyku. Niestety, jeśli będziemy jej używać zbyt dużo lub zbyt często, to może nasze włosy dociążyć niekiedy w takim stopniu, że nie będziemy zadowolone. Dlatego, jak z każdym kosmetykiem, należy znać umiar :) Pokochałam tą maskę bardziej niż wersję bananową i naprawdę Wam ją polecam.



Moje włosy są błyszczące (zdjęcie tytułowe jest robione bez żadnej lampy), miękkie i miłe w dotyku. Dużo łatwiej się rozczesują. Po prostu wszystko jest łatwiejsze. Bananowa także dobrze nawilży Wasze włosy, ale efekty nie są tak dobre :)

Kallos Keratin to całkiem inny produkt, ale od razu zaznaczam równie ważny i godny polecenia. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że obecny duet sprawdza się u mnie najlepiej. Może to też wynikać z mojego aktualnego hopla na punkcie włosów, a co za tym idzie - systematyczności :) Jednak zmiany  jakie zaobserwowałam są naprawdę duże.
Wracając do Keratin. Jest to maska, która zdecydowanie w mniejszym stopniu nawilży włosy, ale sprawi, że włosy będą puszyste (nie mylić z puszeniem się ;p ), uniesione i lżejsze :)
Warto zaznaczyć, że jest to maska, którą należy używać dużo rzadziej niż np. Blueberry. Jeżeli będzie to Wasza "główna" maska to niestety włosy staną się sztywne, nie będą chciały się układać oraz możecie uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego, czyli przesuszenie i wygląd zniszczonych pasm :(



Wiem, że wiele z Was pisało, że nie może jej używać, ponieważ włosy w ogóle nie chcą się układać i są sztywne oraz niemiłe w dotyku. Może to wynikać z "przedobrzenia" i zbyt dużej częstotliwości w stosowaniu produktu, dlatego jeśli nastąpi taka sytuacja, to warto dać jej drugą szansę. Wtedy musicie bardzo zadbać, aby stosować maski silnie nawilżające, odżywcze i dopiero po 2 tygodniach zastosować raz w tygodniu maseczkę. Powinnyście zaobserwować nadanie lekkości włosom, które najprawdopodobniej przez maseczki emolientowe stały się trochę obciążone. 



Pod względem zapachu nie są tak przyjemne jak wersja bananowa. Mogą się niektórym z Was nie spodobać, jednak zapach nie utrzymuje się zbytnio na włosach. Są to zapachy typowo kosmetyczne, nad którymi nie da się zbytnio zachwycać, no ale cóż. Liczy się działanie :)

Obie maski naprawdę uwielbiam. Są tanie, mają dużą pojemność, ale co najważniejsze naprawdę działają. Szczerze Wam je polecam.

Wersja Blueberry przyda się na pewno tym z Was, które narzekają na suche, niemiłe w dotyku, szorstkie włosy. Po Keratin mogą sięgnąć te z Was, które borykają się z oklapniętymi włosami, bez objętości, lekkości :)




Jak Wam się spodobały Kallosy? Używałyście ich już? Które wersje trafiły bądź trafią do Waszych łazienek i jak się spisały, jeśli miałyście z nimi styczność?

Zapraszam na Instagrama :) Obserwujcie. 
Tam dzieje się o wiele więcej i zawsze jesteście na bieżąco: @magdagora_blog

PODOBNE WPISY

0 KOMENTARZY:

Hej Kochana !!! Jupi ! Nawet nie wiesz, jaką frajdę mi sprawia to, że tutaj jesteś.
Napisz, co Ci się najbardziej spodobało i też jeśli coś jest nie tak.
Jeśli masz pytania, nie patrz na tematykę posta, tylko pisz ! Chętnie odpowiem i pomogę :)
Dziękuję za Wasze komentarze ! :)

Proszę - nie spamuj. Jeśli będę chciała, to sama Cię znajdę. Nie musisz wklejać adresu swojej strony - to nie jest tablica reklamowa :)

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam :)
Całuję,
Magda :*